Święta, święta! Idą święta. Święta w kuchni…
KITCHEN life

Święta, święta! Idą święta. Święta w kuchni…

Dla osobników nieporadnych w kuchni, a w szczególności żon i matek dzieci, Święta to nie lada wyzwanie. Siedzę i myślę jak przez ten kulinarny Meksyk przebrnąć na lighcie. Gdzie nie spojrzeć same Master Chefy – poprzeczka postawiona jest wiec wysoko. Eee tam, dam radę! Święta to przecież czas radości, spokoju, spotkań z bliskimi i uczta dla żołądka. A, że w rodzinie same pasibrzuchy, podejmę wyzwanie i tym razem zaskoczę wszystkich. Super kuchareczka krzątająca się po kuchni to będę właśnie ja! Challenge accepted! Od czego tu zacząć? Dobry gry plan na pewno się przyda. Swe kroki kieruję w pierwszej kolejności do szafy. Grunt to przecież dobre samopoczucie. Ta elegancka granatowa kiecka w towarzystwie fancy fartucha to strzał w dziesiątkę. Poziom endorfin przyjemnie wzrasta. Ale, ale, myślę sobie Matka sama w kuchni – moja strefa komfortu czuje się poważnie naruszona. Baczność! Kolejno odlicz! – Skoro bawimy się w święta, każde ręce do pracy się przydadzą. Zadania podzielone. Małżonek pędzi z listą zakupów do sklepu. W końcu to spec od zadań specjalnych. Damy mają cenny czas by zadbać o dodatki i błyszczeć w kuchni. Córka zajęta szperaniem w wyjściowych sukniach, nie zauważa nawet jak super matka – desperatka szturmem atakuje blogi kulinarne w poszukiwaniu tego idealnego – łatwego acz efektownego przepisu na pierniki.

xmass3

xmass7

Szybki look na zegarek. Aj w sklepach pewno szaleństwo zakupów. Ok, spokojnie. Mamy czas. Jest weekend. Girl power. Będzie się działo! Z nudy odkrywamy z córką dawno nieużywane zakątki mojej „przyjaciółki” kuchni kompletując akcesoria i sprzęty za pomocą, których w kuchni dzieje się magia. Rety, ale czaderskie gadżety! Dobrze, sądząc po ilości foremek, wałków, rozdrabniaczy do kruchego ciasta, stolnic, tortownic i rzeczy, których nazw i zastosowań po prostu nie znam, wnioskujemy, że jesteśmy gotowe. Swoją drogą, czy te wszystkie prezenty od rodziny i znajomych były delikatną sugestią, żeby jednak coś w tej kuchni robić? Nie powiem, że przez myśl nie przebiega mi, rzuć to w cholerę! Zamów pizzę, a pierniki kup w cukierni!” Jednak błysk w oku mej córki ukochanej oraz ledwo mieszczący się z zakupami w drzwiach mąż, skutecznie odwodzą mnie od realizacji planu B.

xmass4

xmass1

xmass5

xmass2

I tak stoimy wystrojeni jak stróż w Boże ciało – radośnie babrając się w  mące i lepiąc coś z niczego. Autentyczny uśmiech nie schodzi nam z twarzy. No bo czym tak arcytrudnym są te pierniki? Najwyżej wyjdą tak twarde, że polane lukrem jak dzieła sztuki wylądują na choince albo w mojej pojemnej torebce pełnić będą funkcję kamieni do obrony przed złodziejami. Ile pomysłów tyle zastosowań. Jedno jest pewne – nie takie pierniki i nie takie te święta straszne jak je sobie namalowałam. Grunt, że rodzina odkryła nowy potencjał kuchni – dotychczas miejsca omijanego szerokim łukiem, gdzie jak się okazuje gotowanie to jest ciekawe wyzwanie.

xmass9

xmass10

xmass8

Menu